Hyundai Ioniq 3 to już kolejny model tej marki, który wygląda jak nic innego na drodze niż… kolejny model tej marki. Pod nadwoziem, w którym doszukałam się podobieństwa do trochę już zapomnianego modelu sprzed lat, kryje się bardzo przytomny pomysł na codzienny samochód: ma dużo miejsca, niewielki apetyt na prąd i fizyczne przyciski tam, gdzie na nie czekamy. Po pierwszych jazdach na polskich drogach najciekawsze pytanie dotyczy już nie wyglądu, ale konfiguracji. Bo Ioniq za 119 900 zł i Ioniq za prawie 180 tys. zł to dwie zupełnie różne pozycje w moim notatniku.
W dzisiejszych realiach zrobienie małego samochodu wymaga odwagi. A co dopiero takiego, którego nie pomylisz na parkingu z pięcioma innymi! Hyundai po raz kolejny udowadnia, że ma odwagi pod dostatkiem. Ioniq 3 może być całkowicie nowym modelem, ale jego proporcje przypominają mi nieodżałowanego Velostera. Światła mrugają pikselami, a tył sprawia wrażenie, jakby ktoś zaprojektował go z myślą o wywołaniu gorącej dyskusji w komentarzach. Lubię ożywione social media, dlatego jestem za. Szczególnie, gdy za formą stoi coś więcej niż potrzeba zwrócenia na siebie uwagi.
Ioniq 3 to elektryczny hatchback dla Europy, projektowany na naszym kontynencie i produkowany w tureckim Izmicie. Ma przekonać kierowców, którzy potrzebują zgrabnego auta do codziennej jazdy, ale czasem chcieliby również spakować rodzinę i pojechać dalej. Mój pierwszy kontakt z modelem na polskiej ziemi pokazuje, że Hyundai rzeczywiście potraktował tę praktyczną część zadania poważnie.

Wygląd Hyundaia Ioniqa 3 może dzielić. Aerodynamika jest jednoznacznie na tak
Hyundai nazywa ten rodzaj nadwozia Aero Hatch. Gdyby to było hasło w encyklopedii, to jego opis uwzględniałby niski przód, dach poprowadzony tak, by zostawić miejsce pasażerom, i niecodziennie ukształtowany tył ograniczający opór powietrza (blisko 40 lat temu tak samo radziła sobie z nim jeszcze bardziej nieodżałowana Alfa Romeo SZ – a to ci dopiero niespodziewane skojarzenie!). Wynik prac stylistów Hyundaia jest dobry, choć nie przełomowy: dla zwykłych odmian producent podaje współczynnik oporu aerodynamicznego Cx 0,263; w sportowo wystylizowanym N Line na 19-calowych kołach rośnie on do 0,288. Efektowne dodatki mają więc mniej efektywne oblicze.
Różnica pomiędzy tymi wersjami jest widoczna nawet w samych wymiarach. Podstawowy Ioniq 3 mierzy 4155 mm długości, 1800 mm szerokości i 1505 mm wysokości, a rozstaw osi wynosi 2680 mm. N Line jest nieco dłuższy i wyższy. To wciąż nieduże auto, aale z rozstawem osi pomagającym wygospodarować sensowną kabinę.
Wnętrze Ioniqa 3 ma nowy ekran. Was bardziej ucieszą przyciski
W Ioniqu 3 debiutuje w Europie system Pleos Connect, czyli taki kombajn multimedialny oparty na Android Automotive. Są bezprzewodowe Android Auto i Apple CarPlay oraz aktualizacje przez internet. Centralny ekran ma zależnie od wersji 12,9 lub 14,6 cala. To zestaw reprezentujący czołówkę graczy w nowych technologiach, ale najlepsza wiadomość jest dużo bardziej przyziemna: Hyundai zostawił fizyczne sterowanie najważniejszymi funkcjami, w tym klimatyzacją i głośnością.
Jest jednak haczyk w wersji Select: najtańszy Ioniq 3 nie ma osobnego wyświetlacza przed kierowcą. Ekran o przekątnej 9,9 cala pojawia się od odmiany Trend; w podstawowej konfiguracji prędkość trzeba odczytywać z centralnego wyświetlacza. Dla mnie to mocniejszy argument za dopłatą niż kolejny ozdobny element nadwozia.

Argumentem ogólnie za Ioniqiem 3 będą dla mnie – inaczej niż można się spodziewać po tej sylwetce – funkcjonalność i ilość miejsca w kabinie. Producent podaje 441 l (licząc ze 119-litrowym schowkiem Megabox pod podłogą). Pozwalając Hyundaiowi liczyć tę przestrzeń w ten sposób, Ioniq 3 dysponuje bagażnikiem o całe 56 l większym niż pozornie wydawałoby się większy Volkswagen ID.3 oraz o blisko 120 l większy od Renault 5 E-Tech. W przypadku przestrzeni w drugim rzędzie Volkswagen już wypada lepiej, Renault 5 nadal pozostaje z tyłu.
Intuicja Was nie zawodzi przynajmniej pod jednym względem i minusem (a przynajmniej znakiem zapytania) Ioniqa 3 pozostaje przestrzeń na głowy w drugim rzędzie siedzeń – opadający dach po prostu musi coś z jej zabrać, niezależnie od tego jak sprytnie by nie był uformowany.
Materiały nie próbują robić również z tego Ioniqa samochodu luksusowego: sporo tworzyw jest twardych, ale przynajmniej mają interesujące faktury i są spasowane ok. W miejskim aucie jest to jednak dla mnie poziom jeszcze do zaakceptowania.

Jak jeździ Hyundai Ioniq 3? Spokojniej, niż sugeruje N Line
Wybór napędu przynosi małą niespodziankę. Podstawowa odmiana z akumulatorem 42,2 kWh dysponuje 147 KM, tymczasem większa bateria 61 kWh jest łączona w polskim cenniku z 135 KM. Obie wersje napędzają przednie koła i generują 250 Nm. Tańszy model pozwala przyspieszyć do 100 km/h w 8,7 s, droższy potrzebuje na to 9,5 s, a N Line… 9,6 s. Przyznam, że ja z tego nic nie rozumiałam. Tłumaczenie jest takie, że Hyundai każe dopłacać sobie za najbardziej pożądaną kwestię, czyli zasięg na jednym ładowanie i technologię, w jakiej wykonany jest sam akumulator.
W polskim cenniku wśród najdalej zajedzie odmiana Trend z większym akumulatorem i na 17-calowych kołach: do 488 km. Prime na osiemnastkach ma 484 km, a N Line na dziewiętnastkach — 428 km. Niby niedużo, ale się zbiera: różnica między skrajnymi konfiguracjami większej baterii to więc znaczące 60 km. Podczas pierwszych jazd na trasie z serca Warszawy ku okolicznym wioskom i z powrotem zanotowałam wyniki 14 – 15 kWh/100 km, co również stanowi wynik jak na ten segment dobry, konkurencyjny, ale historii na nowo nie naipsze.

Niezależnie od wybranego akumulatora z tego zakresu Ioniq 3 prowadzi się sprawnie i przewidywalnie: zwarta konstrukcja z nisko ulokowanym środkiem ciężkości promuje stabilne zachowanie w zakrętach i gokartowe reakcje na ruchy kierownicą (…nawet, jeśli informacje są przez nią bardzo mocno filtrowane). Słowem – taki współczesny elektryk: nie jest jakoś wybitnie angażująco, ale jednak żwawo i przewidywalnie.
Ładowanie Ioniqa 3 = około pół godziny postoju
W przeciwieństwie do topowych modeli z linii, Ioniq 3 korzysta z architektury 400 V. Według polskiego cennika maksymalna moc ładowania DC wynosi 110 kW dla mniejszej baterii i 119 kW dla większej. Przy takich pojemnościach akumulatorów oznacza to uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. odpowiednio w około 29 i 30 minut w sprzyjających warunkach. Żeby sobie pomóc ze znalezieniem tych sprzyjających warunków w zbliżającej się porze roku zdecydowanie przypilnowałabym w konfiguratorze zaznaczenia opcji pompy ciepła i funkcji podgrzewania akumulatora (chociaż to trochę wstyd, że pozycje te dalej znajdą się na liście wymagających dopłaty opcji…).
Hyundai Ioniq 3 — ceny w Polsce potrafią ostudzić entuzjazm
Oferta inauguracyjna na dobry start kariery nowego modelu, z którym Hyundai ewidentnie wiąże w Polsce nadziej sprzedażowe, zaczyna się od 119 900 zł za wersję wyposażenia Select (regularna cena wynosi 125 900 zł). Za tę cenę dostajemy już m.in. dwustrefową klimatyzację, kamerę cofania, czujniki parkowania z przodu i z tyłu oraz adaptacyjny tempomat. Czyli praktycznie wszystko, czego moglibyśmy od takiego samochodu oczekiwać. Pełny cennik prezentuje się następująco:
| Wersja | Akumulator | Cena inauguracyjna |
| Select | 42,2 kWh | 119 900 zł |
| Trend | 42,2 kWh | 136 400 zł |
| Trend | 61 kWh | 152 400 zł |
| N Line | 61 kWh | 170 900 zł |
| Prime | 61 kWh | 175 700 zł |
| N Line Evo | 61 kWh | 179 900 zł |
Początek cennika nie jest zły, ale szybko się rozwija w trudnym do wybronienia kierunku: przy 170 900 zł za wersję N Line albo 175 700 zł za Prime sama zaczęłabym się już rozglądać szerzej. Wielkościowo rywalami nowego Hyundaia pozostają Renault 5 E-Tech czy też nowy Volkswagen ID. Polo, a przy cenie zbliżającej się do 200 tys. zł rośnie pokusa sprawdzenia również o co najmniej rozmiar większych crossoverów.

Po polskich pierwszych jazdach Ioniq 3 zasługuje na miejsce na liście samochodów do sprawdzenia. Najbardziej przekonuje mnie połączenie odważnej stylistyki z praktycznym wnętrzem i oszczędnym napędem.
Gdybym układała własną konfigurację, zaczęłabym od pytania o codzienny dystans i możliwość ładowania. Do miasta rozważyłabym mniejszą baterię; do częstszych podróży — Trend 61 kWh. Najdroższe odmiany zostawiłabym osobom, które naprawdę wykorzystają ich wyposażenie. Ioniq 3 ma dużo sensu. Najwięcej wtedy, gdy konfigurator nie poniesie nas dalej niż sam samochód.
| Hyundai IONIQ 3 61 kWh Long Range (2027) – dane techniczne | |
|---|---|
| Napęd | |
| Silnik | Elektryczny synchroniczny z magnesami trwałymi (PMSM) |
| Maksymalna moc | 135 KM (99,5 kW) |
| Maksymalny moment obrotowy | 250 Nm |
| Napędzana oś | Przednia |
| Skrzynia biegów | Jednostopniowa przekładnia automatyczna ze stałym przełożeniem |
| Akumulator i ładowanie | |
| Typ akumulatora | Polimerowy litowo-jonowy |
| Pojemność akumulatora według producenta | 61 kWh; polski cennik nie rozróżnia pojemności brutto i netto |
| Architektura elektryczna | 400 V |
| Maksymalna moc ładowania AC | 11 kW w standardzie; opcjonalnie 22 kW w pakiecie EV |
| Maksymalna moc ładowania DC | 119 kW |
| Czas ładowania AC 10–100% | ok. 5 godz. 35 min (11 kW); ok. 3 godz. (opcjonalne 22 kW) |
| Czas ładowania DC 10–80% | ok. 30 min na odpowiednio mocnej stacji DC |
| Czas ładowania DC 10–80% na stacji 50 kW | ok. 70 min |
| Pompa ciepła | Opcja w TREND (3500 zł); standard w PRIME, N Line i N Line EVO |
| Zasilanie urządzeń zewnętrznych V2L | Do 3,6 kW; opcjonalny pakiet EV |
| Osiągi i zużycie energii | |
| Przyspieszenie 0–100 km/h | 9,5 s (TREND/PRIME); 9,6 s (N Line/N Line EVO) |
| Prędkość maksymalna | 170 km/h (TREND/PRIME); 171 km/h (N Line/N Line EVO) |
| Zużycie energii według WLTP | 14,0 kWh/100 km (koła 17 cali); 14,1 kWh/100 km (koła 18 cali, standardowe nadwozie); 15,5 kWh/100 km (N Line na kołach 19 cali) |
| Zasięg według WLTP | 488 km (koła 17 cali); 484 km (koła 18 cali, standardowe nadwozie); 428 km (N Line na kołach 19 cali) |
| Emisja CO2 według WLTP | 0 g/km |
| Współczynnik oporu aerodynamicznego Cx | 0,263; 0,288 w N Line |
| Masy i wymiary | |
| Długość | 4155 mm; 4170 mm w N Line |
| Szerokość (bez lusterek) | 1800 mm |
| Wysokość | 1505 mm; 1510 mm w N Line |
| Rozstaw osi | 2680 mm |
| Prześwit | 146 mm; 149 mm w N Line |
| Minimalna masa własna | 1555 kg (TREND/PRIME); 1570 kg (N Line/N Line EVO) |
| Dopuszczalna masa całkowita | 2095 kg |
| Ładowność według producenta | Do 540 kg (TREND/PRIME); do 525 kg (N Line/N Line EVO) |
| Masa przyczepy z hamulcem | 750 kg |
| Masa przyczepy bez hamulca | 750 kg |
| Pojemność bagażnika | 441 l, łącznie ze schowkiem Megabox pod podłogą |
| Pojemność schowka Megabox | 119 l; zawarte w deklarowanych 441 l |
| Pojemność bagażnika po złożeniu siedzeń | 1213 l |
| Liczba miejsc | 5 |
| Ceny | |
| Cena od | 152 400 zł (Hyundai IONIQ 3 TREND 61 kWh, 135 KM; cena inauguracyjna) |
| Cena regularna wersji 61 kWh od | 155 400 zł (TREND) |
| Pozostałe | |
| Gwarancja na samochód | 5 lat bez limitu kilometrów |
| Gwarancja na akumulator trakcyjny | 8 lat/160 000 km |
| Gwarantowana pojemność akumulatora | Minimum 70% pierwotnej pojemności w okresie gwarancji na akumulator |
| Wynik testu zderzeniowego Euro NCAP | Brak opublikowanej oceny modelu (stan na 22.10.2026) |
| Kraj produkcji | Turcja (Hyundai Motor Türkiye, İzmit) |
Podczas globalnego szczytu Chery International User Summit odbyła się światowa premiera OMODY X – zupełnie nowej wizji crossovera, który łączy cechy auta miejskiego, lifestyle’owego i terenowego. Model zaprojektowano z myślą o nowym pokoleniu kierowców, którzy odrzucają tradycyjne podziały segmentowe i szukają elastyczności na każdym kroku.
Współczesny styl życia rzadko zamyka się w jednym schemacie. W tygodniu codzienna logistyka miejska, w weekend – spontaniczny wyjazd w nieznane. Odpowiedzią na te wielowymiarowe potrzeby ma być OMODA X, czyli nowoczesny crossover, który zadebiutował na światowej scenie podczas Chery International User Summit. Marka stawia sprawę jasno: to propozycja dla kierowców, którzy nie chcą wybierać jednej drogi.
Model rozwija trzy kluczowe filary DNA marki: MECHA, CROSS oraz SMART, łącząc odważną stylistykę z zaawansowanymi technologiami AI.
Futurystyczny design inspirowany estetyką „Mecha”
Stylistyka OMODY X mocno wyróżnia się na tle tradycyjnej motoryzacji. Bryłę auta ukształtowano w duchu futurystycznej estetyki mecha oraz geometrycznych form lotniczych. Szerokie nadwozie, muskularne nadkola i wyrazista linia boczna z tylnymi lampami o motywie błyskawicy nadają autu dynamiczny, wręcz drapieżny charakter.
We wnętrzu dominują nawiązania do filozofii WILD MECHA i architektura w kształcie litery X. Kierowca otrzymuje do dyspozycji cyfrowy ekosystem oparty na 10,25-calowym zestawie wskaźników oraz 13,2-calowym ekranie centralnym. Co istotne z punktu widzenia ergonomii, producent nie zrezygnował całkowicie z fizycznych przycisków – najważniejsze funkcje, takie jak obsługa klimatyzacji czy trybów jazdy, nadal posiadają klasyczne przełączniki.
Zdolności CROSS: Miasto to dopiero początek
Choć OMODA X doskonale odnajduje się w miejskiej dżungli, jej możliwości wykraczają daleko poza asfalt.
- Prześwit: 200 mm
- Zdolność brodzenia: ponad 700 mm
- Uciąg przyczepy: do 1800 kg (oraz udźwig dachu na poziomie 75 kg)
- Praktyczność: aż 39 sprytnych schowków i przestrzeni do przechowywania
Dzięki temu model bez problemu sprawdza się jako wszechstronny partner zarówno podczas codziennych dojazdów do pracy, jak i weekendowych, bardziej wymagających wypraw outdoorowych.
Technologia przyszłości i sztuczna inteligencja (SIAS)
Sercem technologicznego zaplecza OMODY X jest system SIAS (Super Intelligent AI Space), który został zaprojektowany tak, aby intuicyjnie rozumieć nawyki i potrzeby użytkownika.
W codziennym użytkowaniu pomaga również system X-MODE, pozwalający na precyzyjne dostosowanie charakterystyki pojazdu do aktualnych warunków i preferencji kierowcy. Z kolei kwestie bezpieczeństwa po zmroku wspiera zaawansowana kamera termowizyjna na podczerwień, która potrafi wykryć potencjalne zagrożenia z odległości aż do 90 metrów.
Marka zadbała także o unikalne dodatki lifestyle’owe – od systemu Open Mic z funkcją karaoke i czterema strefami zbierania dźwięku, po magnetyczne figurki NFC MECHA Pets, które wprowadzają element personalizacji rodem z gadżetów nowej generacji.
Globalna personalizacja i polski akcent
Światowa premiera OMODY X miała wyjątkowy, angażujący charakter. W ramach projektu OMODA X Co-Creation Project zaprezentowano cztery autorskie wizje modelu stworzone we współpracy z twórcami z Indonezji, Brazylii, RPA oraz Polski. Nasz kraj reprezentował Michał Będźmirowski („Modny Tata”), który zaprezentował elegancką, czarną odsłonę auta z elementami z włókna węglowego.
OMODA X udowadnia, że nowoczesny samochód może być nie tylko środkiem transportu, ale też przedłużeniem osobowości kierowcy – niezależnie od tego, czy wybiera asfaltową drogę, czy nieprzetarte szlaki.
Chińska ofensywa motoryzacyjna mocno miesza na rynku, a tradycyjni producenci muszą szukać skutecznych metod obrony. W gronie marek, które najmocniej odczuły presję nowej konkurencji z Azji, znajduje się Kia. Koreański gigant nie zamierza jednak czekać bezczynnie i rusza do spektakularnej kontrofensywy. W salonach wystartowała wielka wyprzedaż rocznika, która zaskakuje skalą obniżek. Rabaty na modele spalinowe i hybrydowe sięgają 20 000 zł, natomiast w gamie elektryków tną ceny nawet o rekordowe 66 000 zł!
Chińska konkurencja wymusza ruchy gigantów. Jak odpowiada Kia?
Agresywna polityka cenowa nowych marek z Chin sprawiła, że europejski rynek samochodowy musi grać według nowych reguł. Klienci szukają oszczędności, a tradycyjni producenci odpowiadają na to potężnymi akcjami promocyjnymi.
Kia, jeden z liderów popularnych segmentów w Polsce, właśnie wytoczyła najcięższe działa. Tegoroczna wyprzedaż to nie tylko kosmetyczne rabaty, ale konkretne cięcia cenowe połączone z elastycznym finansowaniem (m.in. kredytem 50/50 z oprocentowaniem 0% oraz leasingiem z niską ratą). Akcja obejmuje zarówno hitowe SUV-y, jak i nowoczesne auta elektryczne.
Spalinówki i hybrydy taniej nawet o 20 000 zł
Szukasz wszechstronnego auta do miasta lub rodzinnego SUV-a? W gamie modeli napędzanych tradycyjnymi silnikami oraz hybrydami obniżki robią wrażenie:
- Kia Stonic: zwinny miejski crossover dostępny jest z rabatem 7 000 zł (leasing dla firm od 866 zł netto/miesiąc).
- Kia XCeed: nowoczesny crossover po niedawnym facelifcie zyskuje 8 000 zł rabatu.
- Kia K4 ( następca popularnego Ceeda): w wersjach hatchback i kombi tańczy o 5 000 zł.
- Kia Sportage: najchętniej wybierany C-SUV w Polsce jest tańszy o 6 000 zł.
- Kia Sorento: flagowy, potężny SUV w odmianie z silnikiem Diesla zyskał aż 20 000 zł rabatu (wersje hybrydowe tańsze o 16 500 zł).
Elektryczny zwrot akcji: hity na prąd przecenione do granic
Prawdziwa rewolucja dotyczy jednak segmentu pojazdów elektrycznych. W obliczu rynkowych zawirowań Kia drastycznie obniża ceny aut na prąd z roczników 2025 i 2026, dokładając do wybranych modeli mobilną ładowarkę Green Cell Habu SE w prezencie:
- Kia EV2: najmniejszy elektryk w gamie (zasięg do 453 km) po rabacie 16 300 zł startuje od zaledwie 99 900 zł!
- Kia EV3: zdobywca tytułu Światowego Samochodu Roku 2025 z rabatem wynoszącym 30 000 zł (cena od 136 900 zł).
- Kia EV4 (hatchback i fastback o imponującym zasięgu do 633 km): rabaty sięgają aż 53 500 zł.
- Kia EV5: przestronny, rodzinny SUV przeceniony o 35 000 zł.
- Kia EV6: ikona elektrycznej mobilności marki (Europejski Samochód Roku 2022) z ultraszybką architekturą 800V notuje rekordowy rabat w wysokości 66 000 zł! Ceny wyprzedażowe startują od 164 900 zł.
- Kia PV5 (osobowy van roku 2026): z rabatem 45 000 zł w wersji osobowej.
Do kiedy trwa wyprzedaż?
Czasu na podjęcie decyzji nie ma zbyt wiele. Oferta wyprzedażowa obowiązuje do 31 grudnia 2026 roku lub do wyczerpania zapasów u autoryzowanych dealerów. Jeśli planujesz zakup nowego samochodu w tym roku, trudno o lepszy moment na wizytę w salonie i negocjację warunków.
Czy gigantyczne rabaty i technologiczna przewaga Kii wystarczą, aby zatrzymać chińską ekspansję na polskim rynku? Dobre pytanie, na które odpowiedź być może poznamy jeszcze w tym roku.
Chińska ekspansja na europejskim rynku motoryzacyjnym przyspiesza w tempie, za którym trudno nadążyć. Koncern Chery – znany już nad Wisłą ze swoich marek Omoda i Jaecoo – wytacza kolejne działo. Na Stary Kontynent oficjalnie wjeżdża kolejna sub-marka: iCAR, która ze względów prawnych na rynkach międzynarodowych i w Europie funkcjonuje pod zmodyfikowaną nazwą iCaur.
Co kryje się za tą osobliwą zmianą, skąd wzięła się ta osobliwa nazwa i czym chiński gigant chce przekonać do siebie europejskich kierowców?
Dlaczego iCAR to w Europie… iCaur?
Z punktu widzenia strategii marketingowej nazwa iCAR wydawała się idealna – nowoczesna, wpadająca w ucho i jednoznacznie kojarząca się z elektryfikacją oraz technologią. Taki zabieg napotkał jednak solidną barierę prawną. Zastrzeżone prawa autorskie i konflikty o znaki towarowe wymusiły modyfikację. Aby uniknąć kosztownych procesów z gigantami z branży technologicznej oraz lokalnymi graczami, Chery zdecydowało się na subtelną, lecz kluczową korektę ortograficzną. Na rynkach eksportowych marka występuje jako iCaur.
Dla klientów to jednak szczegół – pod tą nazwą kryje się zupełnie nowe podejście do elektrycznej mobilności, które diametralnie różni się od opływowych, nudnych crossoverów z Państwa Środka.
Kanciasty styl retro i technologia. Co oferuje iCaur?
Filozofia marki iCaur opiera się na budowaniu wyrazistych, pudełkowatych samochodów w stylu retro off-road, które nawiązują do kultowych terenówek (w stylistyce można dostrzec echa legendarnej Klasy G czy nowoczesnych elektrycznych projektów tego typu).
- iCaur V23: To jeden z najgłośniejszych modeli w gamie. Kompaktowy, surowy z wyglądu SUV elektryczny, który łączy kanciastą sylwetkę z nowoczesnym wnętrzem zdominowanym przez wielki, 15,4-calowy ekran oparty na wydajnych chipach Qualcomm Snapdragon. Auto dostępne jest zarówno w wersji z napędem na tył (RWD), jak i w mocniejszym wariancie AWD z dwoma silnikami.
- iCaur V27: Większa propozycja dla bardziej wymagających kierowców. To zaawansowany hybrydowy SUV typu EREV (range-extender), łączący klasyczny silnik spalinowy pełniący rolę generatora z napędem elektrycznym, oferujący duży zasięg bez obaw o infrastrukturę ładowania w trasie.
Jak wygląda dostępność i cena w Polsce?
Oficjalne struktury dealerskie marki w Polsce dopiero się formują, a pełnoskalowa europejska ekspansja nabiera tempa. Warto jednak zauważyć, że modele te już teraz wzbudzają ogromne zainteresowanie na polskim rynku – m.in. za sprawą niezależnych importerów, którzy sprowadzają pierwsze egzemplarze bezpośrednio z Chin (z homologacją indywidualną).
Ceny bazowe w Azji startują z poziomu niezwykle atrakcyjnego dla klienta, co nawet po doliczeniu kosztów transportu, ceł i podatków sprawia, że gotowe auta mogą stać się ciekawą alternatywą dla droższych, europejskich elektryków.
Czy iCaur podbije serca europejskich kierowców?
Odpowiedź na to pytanie rozstrzygnie się w najbliższych miesiącach, jeśli nie latach. Pewne jest jedno: chińscy producenci udowadniają, że potrafią szybko wyciągać wnioski z błędów poprzedników. iCaur nie próbuje być kopią europejskich bestsellerów – stawia na unikalny design, charakter terenówki i nowoczesne cyfrowe wnętrze. Jeśli jakość wykonania sprosta oczekiwaniom wymagających kierowców z Europy, a kwestie dystrybucji zostaną sprawnie rozwiązane, nowa marka Chery może poważnie namieszać w statystykach sprzedaży aut elektrycznych.
Hyundai nie zwalnia tempa na polskim rynku. Druga generacja miejskiego crossovera Bayon została przeprojektowana od podstaw, aby zmyć plamę po kontrowersyjnym poprzedniku. Samochód mocno urósł, zyskał przestronne wnętrze oraz – co najważniejsze – długo wyczekiwaną, oszczędną hybrydę. Sprawdziliśmy, co oferuje nowy hit koreańskiej marki.
Gdy Hyundai Bayon zadebiutował w 2021 roku, jego odważna, kanciasta stylistyka – zwłaszcza w obrębie tylnej części nadwozia – wywołała skrajne emocje. Choć model miał swoje zalety, nie podbił masowo serc kierowców nad Wisłą. Koreańczycy wyciągnęli jednak wnioski z lekcji. Nowe wcielenie Bayona dojrzało, stało się bardziej uniwersalne wizualnie, a pod względem praktyczności i technologii mocno zbliżyło się do segmentu aut kompaktowych.
Premiera rynkowa w polskich salonach zaplanowana jest na przełom stycznia i lutego przyszłego roku.
Większe nadwozie i mocny charakter (zwłaszcza w wersji N Line)
Nowy Hyundai Bayon wyraźnie zyskał na prezencji. Nadwozie urosło o 6,5 cm i mierzy teraz 424,5 cm długości, przy szerokości 181 cm. Co kluczowe dla crossovera, prześwit wynosi aż 18 cm, co ułatwia parkowanie na krawężnikach i bezstresowe pokonywanie dróg o gorszej nawierzchni.
Największe wrażenie robi usportowiona wersja N Line, która kusi 18-calowymi felgami, czarnymi błyszczącymi dekorami oraz bardziej drapieżnym zderzakiem. Większość klientów wybierze jednak spokojniejsze odmiany, które dzięki stonowanej, nowoczesnej bryle powinny trafić do znacznie szerszego grona odbiorców.
Przestronne wnętrze i nowoczesny kokpit
Poprzednik bywał krytykowany za ciasnotę w kabinie. W nowym Bayonie sytuacja diametralnie się zmieniła:
- Rozstaw osi wynosi 260 cm, co zapewnia realne miejsce dla czterech dorosłych osób. Z tyłu bez problemu wygodnie usiądą pasażerowie o wzroście ok. 180 cm. W bogatszych wersjach pasażerowie drugiego rzędu docenią nawet regulację kąta nachylenia oparcia i podgrzewane siedziska.
- Bagażnik: W wersji spalinowej imponuje pojemnością 440 litrów (wariant hybrydowy oferuje nieco mniej – 397 l).
- Technologia: Kokpit zdominowały dwa ekrany o przekątnej 12,3 cala. Nowością jest panel klimatyzacji łączący fizyczne pokrętła z dotykowymi polami zatopionymi w czarnym plastiku. Choć wygląda nowocześnie, podczas jazdy może wymagać przyzwyczajenia, a na błyszczącej powierzchni – znając życie – szybko będzie widać ślady palców.
Silniki? Od sprawdzonych turbobenzyn po nową hybrydę HEV
Paleta napędowa nowego Hyundaia Bayona odpowiada na realne potrzeby europejskich kierowców:
- 1.0 T-GDI (Baza): Znany i ceniony turbodoładowany silnik trzykylindrowy o mocy 90 KM lub 115 KM. Dostępny z sześciobiegową skrzynią manualną lub 7-stopniowym automatem dwusprzęgłowym DCT.
- Pełna Hybryda (HEV): Prawdziwa gratka w gamie. Opiera się na wolnossącym silniku benzynowym 1.6 litra, jednostce elektrycznej oraz 6-biegowym automacie. Układ generuje łączną moc 138 KM, co zapewnia dynamiczną jazdę w mieście (0-100 km/h w 10,8 s) przy zachowaniu minimalnego zużycia paliwa.
Ile będzie kosztował nowy Hyundai Bayon?
Cennik nowego Hyundaia Bayona zostanie oficjalnie ogłoszony w najbliższych tygodniach. Obecna generacja na wyprzedaży startuje z pułapu ok. 77 tys. zł (bez rabatów ok. 100 tys. zł). Nowy model z racji bogatszego wyposażenia i większych gabarytów z pewnością będzie nieco droższy, jednak Hyundai musi trzymać rękę na pulsie ze względu na rosnącą presję ze strony azjatyckiej i europejskiej konkurencji.
Czy nowy Bayon namiesza w segmencie B-SUV w Polsce? Wszystko wskazuje na to, że Koreańczycy odrobili pracę domową i tym razem celują w dziesiątkę.
Szykujesz się do wizyty na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu w okresie Wszystkich Świętych? Jeśli planujesz zaparkować na terenie wojskowym od strony ul. Obornickiej, musisz dokładnie sprawdzić markę i kraj produkcji swojego auta. Sztab Generalny Wojska Polskiego wprowadził wyjątkowo surowe obostrzenia. Na liście zakazanych pojazdów znalazły się nie tylko popularne marki chińskie, ale również nowsze modele Volvo. Co więcej, pozostałe auta będą musiały spełnić wyśrubowane wymogi dotyczące kamer i czujników parkowania.
Dlaczego wojsko wprowadza zakazy parkowania na Wszystkich Świętych?
Tymczasowy parking zlokalizowany przy ul. Obornickiej we Wrocławiu co roku ułatwia dojazd do największej wrocławskiej nekropolii. Z racji tego, że tereny te należą do Wojska Polskiego, decyzje o zasadach wjazdu podejmuje Sztab Generalny WP. Jak poinformowała Joanna Urbańska-Jaworska z Urzędu Miejskiego Wrocławia, nowo wprowadzone zasady mają charakter bezpieczeństwa strategicznego i wykluczają z wjazdu pojazdy związane z konkretnymi rynkami i technologiami.
Jakie auta nie wjadą na parking przy Cmentarzu Osobowickim?
Obostrzenia dotyczą pojazdów wyprodukowanych w Chinach, Korei Północnej, Białorusi, Rosji oraz dawnym ZSRR. Na czarnej liście znalazła się również szwedzka marka Volvo (ze względu na struktury właścicielskie i produkcyjne od roku 2010).
Ciekawostka: W pierwszej wersji komunikatu na liście znalazły się również samochody marki SsangYong, jednak po około godzinie wrocławski urząd wykreślił je ze spisu – urzędnicy dostrzegli, że jest to marka wywodząca się z Korei Południowej.
Lista marek i pojazdów objętych zakazem wjazdu:
- Volvo (modele wyprodukowane w 2010 roku i nowsze)
- BYD
- MG
- Chery
- Omoda / Jaecoo
- Geely
- XPeng
- BAIC / Beijing
- Maxus
- FAW
- Hongqi
- Dongfeng
- Forthing
- Huawei
- Yutong
- King Long
- Pojazdy wyprodukowane w Korei Północnej, Białorusi, Rosji i byłym ZSRR
Zakaz według numeru VIN
Rygorystyczne zasady dotyczą również numerów identyfikacyjnych pojazdu. Na teren terenu wojskowego nie zostaną wpuszczone samochody z numerem VIN rozpoczynającym się od znaków:
- Y3–Y5
- L
- X3–X0
Czujniki parkowania i kamery do demontażu lub zasłonięcia
Ograniczenia nie kończą się na marce czy kraju produkcji. Wszyscy pozostali kierowcy, których pojazdy zostaną wpuszczone na teren parkingu, muszą dostosować się do wymogów dotyczących urządzeń rejestrujących i wykrywających.
Przed wjazdem na parking należy zdemontować lub skutecznie zasłonić:
- Wideorejestratory (kamery samochodowe)
- Kamery cofania oraz kamery 360°
- Czujniki parkowania i inne rejestratory obrazu czy sygnałów
Kontrola na wjeździe – wojsko sprawdzi każdy samochód
Kierowcy wybierający się na parking od ul. Obornickiej muszą liczyć się z dłuższym czasem oczekiwania. Żołnierze oraz przedstawiciele służb będą szczegółowo weryfikować każdy pojazd.
Co będzie sprawdzane na bramkach wjazdowych?
- Marka i model pojazdu
- Numer VIN (zgodność z wytycznymi)
- Obecność oraz zabezpieczenie urządzeń rejestrujących (kamery, czujniki)
Praktyczne porady dla kierowców odwiedzających Cmentarz Osobowicki
- Sprawdź swój VIN w dowodzie rejestracyjnym – zanim wyruszysz w drogę, upewnij się, czy pierwsze znaki Twojego numeru VIN nie wykluczają Cię z wjazdu.
- Przygotuj taśmę maskującą – jeśli Twój samochód ma fabryczne czujniki lub kamery, zabezpiecz je odpowiednio wcześniej, aby uniknąć zamieszania przy wjeździe.
- Skorzystaj z komunikacji miejskiej – ze względu na szczegółowe kontrole i ograniczenia pojemności parkingu, najszybszym i najbardziej komfortowym sposobem dojazdu na Cmentarz Osobowicki we Wrocławiu pozostaje specjalnie zorganizowana komunikacja tramwajowa i autobusowa.
Chińskie samochody elektryczne szturmują Europę, a za ich sukcesem w dużej mierze stoi koncern Stellantis i marka Leapmotor. Najświeższe doniesienia branżowe obiegły sieć: produkcja aut i baterii ruszyła w Europie. Mało kto pamięta jednak, że ten przyczółek technologiczny mógł znajdować się w Polsce – dokładnie w Tychach.
Wiosną 2025 roku z taśm zakładu Stellantis w Tychach zjeżdżał jeszcze mały, elektryczny Leapmotor T03. Projekt, realizowany w ramach joint venture Leapmotor International (gdzie Stellantis posiada 51% udziałów), wydawał się idealnym ruchem: koszty produkcji w Polsce były konkurencyjne, a lokalny montaż pozwalał omijać wysokie, unijne cła na chińskie pojazdy elektryczne.
Wszystko zmieniło się w cieniu politycznych i rynkowych decyzji. Polska poparła unijne cła wyrównawcze na auta z Chin, a w marcu 2025 roku Stellantis nagle wstrzymał produkcję T03 w Tychach. Oficjalne powody i przetasowania strategiczne sprawiły, że chińsko-europejski projekt musiał szukać nowej bazy. Ostatecznie linia produkcyjna – m.in. dla nowego SUV-a B10 oraz hatchbacka B05 – powędrowała do Hiszpanii, a ściślej do zakładu w Saragossie.
Czy Polska straciła miliony i miejsca pracy?
Decyzja o przeniesieniu produkcji z Tychów na Półwysep Iberyjski wywołała w branży burzę pytań. Z jednej strony, ochrona rodzimego i unijnego przemysłu motoryzacyjnego poprzez restrykcyjne cła wydawała się koniecznością w obliczu potężnej fali tanich aut z Azji. Z drugiej – paradoks sytuacji polega na tym, że zamiast zatrzymać inwestycję u siebie i czerpać zyski z transferu technologicznego, Polska stała się ubogim krewnym całej układanki.
Ekonomiści i fani motoryzacji są podzieleni, a – szczerze powiedziawszy – trudno nie przyznać racji zarówno jednym, jak i drugim:
- Argument „za” polską produkcją: Tychy miały gotowe zaplecze, wykwalifikowaną kadrę i niezwykle atrakcyjne koszty wytwarzania (według analiz zbliżone do chińskich). Produkcja Leapmotora w Polsce oznaczałaby setki nowych miejsc pracy, rozwój łańcucha dostaw komponentów oraz silną pozycję naszego kraju na mapie elektromobilności.
- Głosy sceptyków: Partnerstwo ze Stellantisem i chińskim kapitałem mogłoby okazać się jedynie „montownią” bez głębszego zakorzenienia rodzimej myśli technologicznej, a twarde stanowisko wobec chińskich dotacji państwowych miało na celu ochronę europejskich fabryk przed nierówną konkurencją.
Nowy rozdział w Hiszpanii, a co z Polską?
Obecnie fabryka w Saragossie pełną parą wdraża produkcję modeli takich jak B10, stając się europejskim sercem ekspansji Leapmotora. Hiszpanie zyskali stabilne miejsca pracy i nowoczesne zaplecze technologiczne. Dla Polski to jednak bolesna lekcja o tym, jak geopolityka i cła potrafią przekreślić miliony euro inwestycji w mgnieniu oka.
Czy Polska słusznie odpuściła tę chińską ekspansję w imię unijnych ceł, czy też bezpowrotnie przepuściła okazję na technologiczny skok w przód? Cóż – pożyjemy, zobaczymy.
Mercedes-AMG GT 63 SUV ma do 1169 KM, potrafi udawać spalinowe V8 i przy zmianie wirtualnych biegów potrząsa fotelem. Brzmi jak przepis na motoryzacyjny teatrzyk? Też miałam wątpliwości. Potem usiadłam na prawym fotelu i pojechałam na tor. Wysiadłam z uśmiechem, lekko zbuntowanym żołądkiem i znacznie mniejszą ochotą na bronienie tradycji za wszelką cenę… szczególnie że ta jest tutaj niższa niż spalinowego odpowiednika. O zasięg i czas ładowania się nie martw: jeśli tylko przełkniesz ten wygląd, to reszta pójdzie już z górki.
Jak mawiają słowa piosenki: trzeba uważać, o co się prosi, bo czasem życzenie jest spełniane znacznie szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał. Jak relacjonowałam Wam na V10.PL, Mercedes-AMG GT SUV zadebiutował 17 października podczas jubileuszowych obchodów 140 lat motoryzacji w Stuttgarcie. Tam zastanawiałam się, jak taki SUV całkowicie nowego typu, który łączy moc na poziomie Bugatti, masę niewielkiego tankowca i wnętrze o pojemności minivana będzie się zachowywał na drodze. Następnego ranka stałam już w kolejce do jego prawych drzwi.

Mercedes-AMG GT SUV wygląda bojowo. W środku też nie próbuje być skromny
Pierwszy SUV zaprojektowany od podstaw (a nie tylko tuningowany przez) AMG jest jak żaden SUV przed nim, ale jednak bardzo przypomina inną niedawną premierę – nowego GT 4-Door Coupé, z którym dzieli płytę podłogową AMG.EA.
Pokrewieństwo z czterodrzwiowym GT widać od razu. SUV (mam na myśli tę kolejna mało kreatywną nazwę Niemców, nie typ nadwozia…) ma ostrzej narysowane reflektory, węższy przedni grill i dodatkowe wloty powietrza w zderzaku. Do tego szeroko rozstawione koła i nadkola, które najwyraźniej spędziły ostatnie miesiące na siłowni. Stylistyka nowych AMG będzie dzielić, ale dla mnie do tak masywnego auta zwyczajnie mi pasuje. Chociaż… czy naprawdę tak bardzo masywnego? Na żywo okazuje się dość niski; bardziej jak GLC niż GLE.

W kabinie znajdziemy kokpit z 4-doora, czyli głównie pikowaną skórę i włókno węglowe. Można też zamówić podświetlane logo AMG na panoramicznym dachu, gdyby komuś nadal było mało blichtru. Przed kierowcą jest ekran o przekątnej 10,2 cala, centralny ma 14 cali, a pasażer może dostać własny, również 14-calowy. Nowy MBUX korzysta z rozwiązań ChatGPT, Google Gemini i Microsoft Bing. Podczas tego przejazdu miałam jednak ciekawsze zajęcia niż rozmowę ze sztuczną inteligencją.
GT SUV mierzy 5,08 m długości, więc celuje w towarzystwo Porsche Cayenne Electric i (również obecnego od niedawna w Polsce) Lotusa Eletre. Pora się przyzwyczaić także Xiaomi YU7, który już w przyszłym roku też dołączy do gry na polskim rynku. Konkurent z Affelterbach jest na ich tle trochę mniejszy: bagażnik mieści 607 l, po złożeniu oparć do 1740 l, a z przodu sytuację ratuje jeszcze 78-litrowy schowek. Miejsce na walizki się znajdzie. Po torowej jeździe radziłabym tylko sprawdzić, czy ich zawartość nadal jest na swoim miejscu.
Cena Mercedesa-AMG GT SUV zaczyna się od 499 tys. zł. Ale nie jest to auto ze zdjęć
Od 20 października w Polsce można zamawiać GT 53 SUV za minimum 499 tys. zł brutto. Mocniejsze odmiany 55 i 63 dołączą wiosną 2027 roku. Kwota otwierająca cennik dotyczy zatem podstawowego wariantu, a „podstawowy” oznacza tutaj 544 KM i 4,2 s do setki. AMG ma dość szczególne pojęcie wersji na początek. Dane techniczne całej gamy prezentują się następująco (prędkości maksymalne dotyczą aut z pakietem AMG Driver’s Package):
| Parametr | GT 53 SUV | GT 55 SUV | GT 63 SUV |
| Moc maksymalna | 544 KM | 816 KM | 1169 KM |
| Moment obrotowy | 800 Nm | 1860 Nm | 2000 Nm |
| 0–100 km/h | 4,2 s | 3,1 s | 2,7 s |
| Prędkość maksymalna | 250 km/h | 270 km/h | 270 km/h |
GT 53 korzysta z dwóch silników synchronicznych z magnesami trwałymi, po jednym przy każdej osi, oraz dwubiegowej przekładni z tyłu. Akumulator ma 106 kWh pojemności użytkowej. Według deklaracji producenta wystarczy to na maksymalnie 668 km w cyklu mieszanym WLTP lub 809 km w miejskim.
Wersje 55 i 63 dostają trzy silniki o strumieniu osiowym: dwa przy tylnej osi i jeden z przodu. Ich zaletą jest możliwość uzyskania dużej mocy i momentu obrotowego przy niewielkich rozmiarach oraz masie samych jednostek. W GT 55 daje to 816 KM i 1860 Nm, a w GT 63 aż 1169 KM i 2000 Nm. Ten ostatni rozpędza ważącego około 2,6 t SUV-a do 100 km/h w 2,7 s i ma seryjne hamulce węglowo-ceramiczne. W 55 są opcją.

Mocniejsze odmiany można zamówić także z większym akumulatorem o pojemności użytkowej 128 kWh i deklarowanym zasięgu do 700 km WLTP. Architektura 800 V umożliwia ładowanie z mocą do 600 kW dla mniejszej baterii i do 710 kW dla większej. To robi wrażenie, choć wykorzystanie takich możliwości wymaga odpowiedniej ładowarki i warunków. Do testowania tego obszaru auta jeszcze wrócimy w polskiej rzeczywistości: póki co interesowało mnie, jak szybko AMG potrafi tę energię wydawać.
Mercedes-AMG GT SUV na torze: oszustwa, w które chcę wierzyć
Jazdy odbywały się na torze testowym w Untertürkheim, przy zakładach Mercedesa w Stuttgarcie. To bardzo ważny dla historii tej marki obiekt, w którym pierwsze modele z gwiazdą na masce rozwijano już w 1957 roku, a od 1967 r. badano je już na obiekcie w obecnej (choć nieustannie modernizowanej) formie. Łączna długość jego tras testowych to około 15,5 km. Są tu odcinki do szybkiej jazdy, różne rodzaje nawierzchni i słynny profilowany zakręt, którego konstrukcja dochodzi aż do pionu. My nie zaliczamy tej najbardziej ekstremalnej części. Już jazda po łagodniejszym pochyleniu daje jednak wrażenie, jakbym na chwilę znalazła się w Forzie.
Najpierw dostaję mocny argument za tym, żeby dobrze oprzeć głowę. Kierowca uruchamia procedurę startu, a GT SUV wciska mnie w fotel tak zdecydowanie, że przez moment nie mam potrzeby niczego komentować. Reakcja na gaz jest natychmiastowa. Tabelka z przyspieszeniem wygląda efektownie, ale dopiero z prawego fotela można poczuć, co te liczby robią z człowiekiem.
I właśnie wtedy zaczyna się spektakl, w który ledwo kilkanaście godzin wcześniej tak powątpiewałam. Zestaw funkcji AMGFORCE Sport+ dodaje odgłos silnika spalinowego, symulowane zmiany przełożeń i zsynchronizowane z nimi wibracje przednich foteli. Podobne pomysły znamy z wielu elektryków, choćby Ferrari Luce, ale też Hyundaia Ioniqa 5 N, więc AMG nie odkryło samej idei. Za to wykonanie tutaj to naprawdę nowa jakość.

Dźwięk ma znajomy, spalinowy tembr. Słychać narastające obroty i charakterystyczne strzały z rur, a reakcje pasują do tego, co właśnie robi samochód. Brzmi to na tyle wiarygodnie, że przestaję skupiać się na pochodzeniu odgłosów. Wibracje fotela dokładają do nich fizyczne odczucie pracy napędu i zmiany biegu. Całość zaskakująco dobrze się ze sobą klei.
Wiem, że pod spodem nie ma V8. Nadal bawię się świetnie. AMG udało się trafić w ten moment, w którym człowiek przestaje analizować efekty i po prostu daje się wciągnąć. Czy przekona to każdego miłośnika spalinowej motoryzacji? Pewnie nie. Ja po tej przejażdżce znacznie chętniej dałabym temu systemowi szansę. I była gotowa dopłacić z wersji GT 53, gdzie klient dostanie biedniejszą ścieżkę dźwiękową rzędowej szóstki…

Jak skręca Mercedes-AMG GT SUV? A to zależy, jak sobie życzysz
Samo przyspieszanie od dawna nie wystarcza, żeby elektryk zasłużył na sportowy znaczek. Najciekawiej robi się wtedy, gdy ogromny SUV musi zmienić kierunek. Z prawego fotela zaskakuje mnie, jak sprawnie przechodzi przez zakręty i jak mało ociągania czuć w ruchach nadwozia. Monstrualna masa 2,6 tony przecież nigdzie sobie nie poszła. A jednak nowe dzieło AMG skutecznie odciąga od niej uwagę.
Pomaga w tym AMG ACTIVE RIDE CONTROL+, czyli zawieszenie aktywnie ograniczające przechyły boczne oraz ruchy nadwozia przy przyspieszaniu i hamowaniu. W GT 63 jest standardem, w GT 55 opcją. Na pokonywanych nierównościach auto potrafi też zaskoczyć komfortem. Torowy pokaz to krótka próbka, ale obietnica pogodzenia szybkiej jazdy z wygodą ma tu całkiem przekonujące podstawy.
Do tego dochodzi tylna oś skrętna, z kołami wychylającymi się nawet o 6 stopni. Powyżej 150 km/h w stabilizacji pomaga aktywny spojler dachowy, a przedni panel aerodynamiczny reguluje dopływ powietrza do chłodzenia. W tym momencie to wszystko brzmi już bardzo skomplikowanie, ale wszystkimi funkcjami podwozia steruje się w intuicyjny sposób z pomocą trzech pokręteł w tunelu środkowym.

Sam producent nazywa to AMG RACE ENGINEER i rezerwuje go dla odmian 55 i 63. Pozwala regulować reakcję napędu na gaz, zachowanie w zakrętach oraz dopuszczalny uślizg kół. Podobnie jak w przeznaczonym na tor Mercedesie-AMG GT R (i prawdziwych autach klasy GT3), kontrola trakcji ma dziewięć poziomów. Nie wszystkie regulacje działają w każdym programie jazdy, ale możliwości jest znacznie więcej niż zwykłe przełączanie między Comfort a Sport.
Na płycie poślizgowej mój kierowca pokazuje, co można z tym zrobić. Uruchamia tryb driftu i zaczyna prowadzić około 2,6-tonowego SUV-a bokiem z trzema pasażerami na pokładzie. Patrząc na gabaryty auta przed jazdą trudno byłoby mi uwierzyć, że ten manewr będzie wyglądał na tak swobodny. Teraz siedzę w środku i próbuję pogodzić widok za szybą z informacją, że jedziemy rodzinnym SUV-em.
O czuciu kierownicy czy precyzji dozowania hamulca opowiem, kiedy sama zajmę lewy fotel. Z miejsca pasażerki już teraz mogę powiedzieć, że ten pokaz zwinności zrobił na mnie większe wrażenie niż kolejna imponująca liczba w specyfikacji.

Zmierzch V8 nadchodzi. Po tej jeździe mniej mnie to martwi
Po kolejnych trzech okrążeniach wysiadam na lekko glinianych nogach. Mój żołądek został solidnie wstrząśnięty nawet bez pomocy wibrującego fotela. W głowie nadal mam jednak to bardzo mało fachowe, za to całkowicie szczere: WOW.
Czy Porsche Cayenne Electric ma się czego obawiać? Powiem tak: to to pół biedy – bardziej martwiłabym się na miejscu spalinowych SUV-ów z oznaczeniami AMG, RS i M. Taki Mercedes-AMG GLE 53 jest wyraźnie droższy, a przy tym wolniejszy i zabierze mniej bagaży. Ja bym już dylematu nie miała.
| Mercedes-AMG GT 63 SUV (2027) – dane techniczne | |
|---|---|
| Napęd | |
| Silniki | Trzy elektryczne silniki o strumieniu osiowym: jeden z przodu i dwa z tyłu |
| Maksymalna moc | 1169 KM (860 kW) w trybie boost |
| Moc ciągła | 721 KM (530 kW) |
| Maksymalny moment obrotowy | 2000 Nm |
| Napędzane osie | Obie; w pełni zmienny napęd AMG Performance 4MATIC+ |
| Skrzynia biegów | Jednostopniowe przekładnie redukcyjne |
| Czas działania boost | Do 63 s |
| Akumulator i ładowanie | |
| Typ akumulatora | Litowo-jonowy NCMA, z bezpośrednim chłodzeniem ogniw |
| Pojemność akumulatora brutto | Nie podano w materiałach premierowych |
| Pojemność akumulatora netto | 106 kWh lub 128 kWh |
| Napięcie instalacji | 800 V |
| Maksymalna moc ładowania AC | 11 kW |
| Maksymalna moc ładowania DC | 600 kW (106 kWh); 710 kW (128 kWh) |
| Czas ładowania AC 0–100% | Nie podano w materiałach premierowych |
| Czas ładowania DC 10–80% | ok. 11 min (106 kWh); ok. 12 min (128 kWh), przy maksymalnej mocy ładowania |
| Czas ładowania DC 10–80% na stacji 400 kW | ok. 14 min (106 kWh); ok. 16 min (128 kWh) |
| Zasięg uzupełniany w 10 minut według WLTP | Do 386 km (106 kWh); do 454 km (128 kWh), przy maksymalnej mocy ładowania |
| Osiągi i zużycie energii | |
| Przyspieszenie 0–100 km/h | 2,7 s ze startu zatrzymanego |
| Przyspieszenie 0–100 km/h z procedurą 1-foot rollout | 2,5 s; pomiar z pominięciem pierwszych 30,48 cm ruchu |
| Przyspieszenie 0–200 km/h | 7,2 s ze startu zatrzymanego |
| Prędkość maksymalna | 270 km/h z pakietem AMG Driver’s Package |
| Zużycie energii według WLTP | 20,9–23,4 kWh/100 km (106 kWh); 21,2–23,8 kWh/100 km (128 kWh) |
| Zasięg według WLTP | 525–585 km (106 kWh); 620–700 km (128 kWh) |
| Emisja CO2 | 0 g/km |
| Współczynnik oporu aerodynamicznego Cx | 0,27 |
| Masy i wymiary | |
| Długość | 5084 mm |
| Szerokość (bez lusterek) | 2001 mm |
| Wysokość | 1656 mm |
| Rozstaw osi | 3040 mm |
| Masa własna DIN | 2585 kg (106 kWh); 2695 kg (128 kWh) |
| Pojemność bagażnika | 607 l (VDA) |
| Pojemność bagażnika po złożeniu siedzeń | Do 1740 l |
| Pojemność przedniego bagażnika | 78 l (VDA) |
| Liczba miejsc | 5 |
| Podwozie | |
| Zawieszenie | AMG ACTIVE RIDE CONTROL+ z pneumatyką i aktywną hydrauliczną stabilizacją przechyłów oraz ruchów wzdłużnych nadwozia; standard |
| Skrętna tylna oś | Standard; kąt skrętu do 6° |
| Hamulce | Układ ceramiczno-kompozytowy na obu osiach; standard |
| Ceny | |
| Cena od | 499 000 zł (Mercedes-AMG GT 53 SUV) |
| Pozostałe | |
| Gwarancja na akumulator trakcyjny | Nie podano warunków dla tego modelu w materiałach premierowych |
| Gwarantowana pojemność akumulatora | Nie podano w materiałach premierowych |
| Wynik testu zderzeniowego Euro NCAP | Brak opublikowanej oceny modelu |
| Kraj produkcji | Niemcy (Sindelfingen) |
| Status danych | Wstępne dane producenta z premiery 17.10.2026; przed zakończeniem homologacji |

































































