CUPRA poszerza ofertę swojego kompaktowego, elektrycznego modelu Raval. W gamie pojawia się nowa wersja wyposażenia Plus oraz ulepszony akumulator, który przełoży się na lepsze osiągi i większy zasięg. Przyjrzyjmy sie zatem nieco bliżej temu, co zmienia się w elektrycznym modelu hiszpańskiej marki i co oferuje nowa wariacja CUPRA Raval Plus.
CUPRA Raval z nowym akumulatorem i bogatszą wersją Plus
CUPRA nie zwalnia tempa w procesie elektryfikacji swojej floty. Popularny, miejski samochód elektryczny – CUPRA Raval – doczekał się istotnych modyfikacji technologicznych oraz rozszerzenia oferty o nową wersję wyposażeniową Plus. Modyfikacje obejmują przede wszystkim zmodernizowaną baterię, która ma zapewnić wydajniejsze zarządzanie energią oraz lepsze parametry użytkowe.
Nowa wersja jest odpowiedzią marki na rosnące wymagania kierowców poszukujących dynamicznego, a zarazem praktycznego auta na prąd do codziennej jazdy miejskiej i podmiejskiej.
Co nowego oferuje CUPRA Raval Plus?
Wariant Plus wnosi do gamy CUPRA Raval szereg udoskonaleń, które podnoszą komfort oraz standard wyposażenia standardowego. Do najważniejszych wyróżników nowej edycji należą:
- Udoskonalona bateria: Zoptymalizowana konstrukcja akumulatora przekłada się na efektywniejsze zużycie energii i stabilniejsze ładowanie.
- Bogatsze wyposażenie standardowe: Wersja Plus oferuje rozszerzony pakiet asystentów jazdy (ADAS) oraz nowoczesne multimedia.
- Unikalny design: Dedykowane akcenty stylistyczne charakterystyczne dla miedziano-sportowej stylistyki marki CUPRA.
- Większy komfort w wnętrzu: Zastosowanie wyższej jakości materiałów wykończeniowych oraz dodatkowych funkcji poprawiających ergonomię.
Wyższa wydajność i nowa technologia baterii
Sercem odświeżonego modelu jest zmodernizowany akumulator. Inżynierowie marki skupili się na optymalizacji chemii ogniw oraz ulepszeniu systemu zarządzania temperaturą (thermal management). Dzięki temu CUPRA Raval z nową baterią charakteryzuje się:
- Lepszą powtarzalnością parametrów w skrajnych temperaturach (zarówno w zimie, jak i podczas upałów).
- Krótszym czasem ładowania na szybkich stacjach ładowania prądem stałym (DC).
- Zwiększonym zasięgiem użytkowym w cyklu mieszanym i miejskim.
CUPRA Raval Plus – dla kogo?
Nowa wersja CUPRA Raval Plus skierowana jest do kierowców, którzy szukają bezkompromisowego połączenia sportowego charakteru z funkcjonalnością miejskiego auta elektrycznego. Auto idealnie wpisuje się w potrzeby osób poszukujących nowoczesnego designu, dobrej dynamiki oraz nowoczesnych technologii pokładowych.
Szczegółowe cenniki, specyfikacje techniczne oraz dostępność wersji Plus w polskich salonach nie został jeszcze zaprezentowane przez importera – kiedy tylko to nastąpi, z pewnością wrócimy do tematu.
Słowem podsumowania…
Czym różni się CUPRA Raval Plus od wersji podstawowej?
Wersja Plus oferuje bogatsze wyposażenie standardowe, udoskonalony pakiet technologiczny, nowe systemy bezpieczeństwa oraz zoptymalizowany układ zasilania z nową baterią.
Czy CUPRA Raval ma nową baterię?
Tak, model otrzymał udoskonalony akumulator o zoptymalizowanej wydajności i poprawionym zarządzaniu energią, co wpływa na stabilność ładowania i zasięg.
Ile będzie kosztować CUPRA Raval Plus?
Choć sama CUPRA Raval jako w 100% elektryczny miejski samochód dostępna jest od ręki już od 99 900 zł brutto, wariant Raval Plus nie ma jeszcze oficjalnego polskiego cennika.
Pamiętacie malutkiego Smarta ForTwo, który potrafił zaparkować tam, gdzie inne auta nawet nie próbowały wjechać? Mamy świetną wiadomość dla fanów miejskiej mobilności. Marka Smart oficjalnie potwierdza: kultowy, dwuosobowy maluch wraca do gry pod nową nazwą Smart #2! Poznaj szczegóły nowego projektu, który łączy nostalgiczną kompaktowość z zaawansowaną technologią napędu elektrycznego.
Rynek samochodów elektrycznych w ostatnich latach został zalany wielkimi, ciężkimi SUV-ami. Na szczęście producenci powoli przypominają sobie o prawdziwym przeznaczeniu aut na prąd – wydajnej i bezproblemowej jazdzie po zatłoczonych aglomeracjach. Odpowiedzią na potrzeby kierowców szukających idealnego auta do miasta ma być Smart #2, bezpośredni następca uwielbianego Smarta Fortwo.
Smart #2 (Smart Fortwo 2026), czyli jak wykorzystać każdy centymetr przestrzeni
Inżynierowie stojący za nowym projektem postawili sobie jasny cel: stworzyć pojazd, który maksymalnie wykorzysta swoją skromną powierzchnię. Smart #2 ma zachować charakterystyczną, niezwykle kompaktową sylwetkę, z której zasłynął jego poprzednik, ale zaoferuje znacznie nowocześniejsze rozwiązania.
Co wiemy o nowym Smarcie #2?
- Niezrównana zwrotność: Krótkie zwisy, mały promień skrętu i ultra-kompaktowe wymiary pozwolą na swobodne manewrowanie w ciasnych uliczkach oraz parkowanie prostopadłe tam, gdzie inni widzą tylko lukę na skuter.
- Nowoczesna platforma EV: Auto powstaje na dedykowanej architekturze dla małych pojazdów elektrycznych (prawdopodobnie opracowywanej we współpracy z koncernem Geely, współwłaścicielem marki obok Mercedes-Benz).
- Przemyślane wnętrze: Projektanci skupiają się na ergonomii kabiny. Mimo dwuosobowej konfiguracji, w środku nie zabraknie miejsca na codzienne zakupy i bagaż, a nowoczesny minimalizm połączony z cyfrowymi ekranami zapewni wysoki komfort podróżowania.
Dla kogo powstaje Smart #2?
Nowy Smart #2 to odpowiedź na rosnące wyzwania urbanistyczne. To idealna propozycja dla:
- Mieszkańców dużych miast, którzy spędzają zbyt wiele czasu na szukaniu wolnego miejsca parkingowego.
- Flot carsharingowych i dostawczych, potrzebujących zwrotnych i zeroemisyjnych pojazdów do transportu ostatniej mili.
- Kierowców szukających drugiego auta w gospodarstwie domowym, które służy wyłącznie do codziennych dojazdów do pracy, szkoły czy na zakupy.
Kiedy Smart #2 trafi do salonów?
Choć marka powoli dawkuje informacje, wyczekiwany maluch ma być dopełnieniem nowej gamy modelowej marki (obok większych crossoverów Smart #1 i Smart #3). Premiera nowego Smarta #2 – choć na chwilę obecną nie jest w żaden sposób określona w czasie – z pewnością będzie jednym z najbardziej wyczekiwanych debiutów w segmencie mikroaut elektrycznych (A-segment EV).
I nic w tym dziwnego – nowy projekt pokazuje jasno, że klasyczna koncepcja miejskiego auta nie umarła – po prostu potrzebowała elektrycznego restartu na miarę XXI wieku.
Co musisz wiedzieć o modelu Smart #2? FAQ
Czy Smart #2 będzie autem dwuosobowym?
Tak, wzorem klasycznego Smarta Fortwo, model #2 ma być zwartym, dwumiejscowym autem miejskim stworzonym z myślą o maksymalnej wydajności przestrzennej.
Czy Smart #2 będzie całkowicie elektryczny?
Tak, nowa generacja samochodów marki Smart w pełni stawia na napęd zeroemisyjny (BEV).
Kto odpowiada za produkcję nowego Smarta?
Marka Smart to obecnie spółka typu joint-venture pomiędzy koncernem Mercedes-Benz (odpowiedzialnym za design i stylistykę) oraz chińskim gigantem Geely (dostarczającym technologię i platformy podłogowe).
Toyota w Polsce nie tylko sprzedaje samochody, ale ma też swój bank. Z jego pomocą możesz nie tylko finansować zakup aut tej marki, ale korzystać z różnych produktów finansowych. Jednym z nich jest Lokata Standard, w której właśnie zwiększono o kilkaset procent limit kwot dla pojedynczego użytkownika. Obecnie może on zainwestować nawet milion złotych. Nie zmieniają się pozostałe warunki, czyli oprocentowanie oraz proste zasady korzystania z lokaty – można ją uruchomić bez wychodzenia z domu i bez zakładania konta osobistego.
Toyota w świecie finansów na swój sposób powtarza więc swoją filozofię znaną z jej samochodów. Podczas gdy zmiany na rynku lokat najczęściej kojarzą się z podnoszeniem lub obniżaniem oprocentowania, Toyota Bank idzie inną drogą: pozostawiono dotychczasowe stawki, ale wyraźnie podniesiono limit środków, które można zainwestować w ten sposób.
Od 3 lipca 2026 r. maksymalna kwota pojedynczej Lokaty Standard wynosi 100 tys. zł, co stanowi znaczący wzrost wobec dotychczasowej oferty (do 40 tys. zł). Ponieważ jeden klient nadal może otworzyć do dziesięciu lokat, łączna suma możliwa do ulokowania w ramach tego produktu wzrosła z 400 tys. zł do okrągłego miliona złotych. To istotna zmiana przede wszystkim dla osób posiadających większe oszczędności, dla których inwestycja w Toyota Banku przyniesie większe zyski. Nawet jeśli…
Oprocentowanie pozostaje bez zmian
Podniesienie limitu nie zostało połączone ze zmianą oprocentowania. Dla lokaty zawieranej na sześć miesięcy wynosi ono 4,30 proc. w skali roku. W przypadku lokaty trzymiesięcznej jest to 4,20 proc. Bez zmian pozostaje także minimalna kwota wpłaty, która wynosi 2 tys. zł. Oznacza to, że oferta nadal pozostaje dostępna również dla klientów, którzy chcą wypracować sobie zyski mniejszymi oszczędnościami.

Pierwsza jazda: Toyota Corolla Cross 2025 – zmieniła twarz, ale najważniejsze zostało to samo
Podwyższona pochodna Corolli w teorii ma wszystko to, czego potrzeba, by odnieść sukces. Mimo wszystko już od trzech lat nie może się za bardzo przebić na polskim rynku. Czy pierwsza…
Lokata bez konta osobistego
Jednym z ważniejszych warunków oferty jest brak konieczności otwierania konta osobistego w Toyota Banku. Klient może więc skorzystać wyłącznie z lokaty, bez przenoszenia bieżących finansów do kolejnej instytucji i bez wiązania depozytu z dodatkowymi usługami.
Cały proces zakładania lokaty odbywa się online. Bank wykorzystuje wideoweryfikację, dzięki której potwierdzenie tożsamości i uruchomienie produktu nie wymagają wizyty w placówce.
W praktyce oferta jest więc kierowana nie tylko do dotychczasowych klientów Toyota Banku czy osób korzystających z finansowania samochodów tej marki. Z lokaty mogą skorzystać również osoby, które nie mają w tym banku rachunku i szukają jedynie produktu depozytowego na okres trzech lub sześciu miesięcy.
– Obserwujemy, że coraz większa liczba klientów poszukuje prostego, przewidywalnego rozwiązania, które pozwala ulokować kwoty większe niż jeszcze kilka lat temu. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się podnieść limit Lokaty Standard – mówi Dawid Turkowski, dyrektor Departamentu Rozwoju Biznesu i Innowacji w Toyota Bank Polska.
Jak dodaje przedstawiciel banku, zmiana ma ograniczyć konieczność dzielenia oszczędności pomiędzy wiele ofert i instytucji. Konstrukcja samego produktu pozostaje przy tym bez zmian: klient wybiera okres trwania lokaty, wpłaca określoną kwotę i z góry zna obowiązujące oprocentowanie.
Polacy nadal trzymają ogromne pieniądze w bankach
Podwyższenie limitu wpisuje się w szerszą sytuację na rynku oszczędności. Według danych Narodowego Banku Polskiego na koniec maja 2026 roku wartość depozytów i innych zobowiązań wobec gospodarstw domowych, zaliczanych do podaży pieniądza M3, wynosiła 1,501 bln zł.
Oznacza to, że Polacy nadal przechowują w bankach ogromne środki, choć ich podział pomiędzy rachunki bieżące, konta oszczędnościowe i lokaty zależy między innymi od poziomu stóp procentowych oraz aktualnych ofert instytucji finansowych.
Klienci coraz częściej zwracają też uwagę nie tylko na samą stawkę widoczną w reklamie. Znaczenie mają maksymalna kwota objęta oprocentowaniem, długość trwania lokaty, możliwość wcześniejszego wycofania środków, sposób otwarcia produktu oraz dodatkowe warunki, takie jak konieczność założenia konta lub zapewnienia regularnych wpływów.
W przypadku Toyota Banku najważniejszą nowością nie jest więc wyższy procent, ale możliwość objęcia ofertą znacznie większej sumy. Dla osoby, która chciałaby ulokować 500 tys. zł, dotychczasowy limit oznaczał konieczność poszukiwania kolejnego produktu. Po zmianach cała taka kwota może zostać zdeponowana w ramach pięciu Lokat Standard.
Czy 4,30 proc. to atrakcyjna oferta?
Ile zarobi się z Toyota Bankiem w praktyce? Przy maksymalnej pojedynczej wpłacie wynoszącej 100 tys. zł nominalne odsetki po sześciu miesiącach wyniosłyby około 2150 zł brutto. Po uwzględnieniu 19-procentowego podatku od zysków kapitałowych klient otrzymałby około 1741 zł odsetek. Rzeczywista kwota może się nieznacznie różnić w zależności od sposobu naliczania odsetek i dokładnej liczby dni trwania lokaty.
Samo podwyższenie limitu nie przesądza jeszcze o atrakcyjności lokaty. Oprocentowanie na poziomie 4,30 proc. należy porównywać z aktualnymi ofertami innych banków, ale także z kontami oszczędnościowymi i obligacjami skarbowymi. Część konkurencyjnych promocji może oferować wyższą stawkę, lecz często obejmuje ona niższą kwotę, jest dostępna wyłącznie dla nowych klientów lub wymaga otwarcia rachunku i spełnienia dodatkowych warunków.
W tym przypadku najważniejszym argumentem jest połączenie prostych zasad z wysokim limitem. Klient nie musi zakładać konta osobistego, deklarować miesięcznych wpływów ani korzystać z karty płatniczej. Powinien jednak pamiętać, że pieniądze zostają zamrożone na trzy lub sześć miesięcy, a wcześniejsze zakończenie lokaty może oznaczać utratę wypracowanych odsetek.
Toyota Bank nie rozpoczął więc wojny na najwyższe oprocentowanie. Zamiast tego konsekwentnie rozwija swoją pozycję na Polskim rynku poprzez usunięcie jedno z najbardziej odczuwalnych ograniczeń swojej oferty. Teraz Lokata Standard może zainteresować również klientów posiadających większy kapitał i szukających przewidywalnego miejsca na jego przechowanie przez kilka miesięcy.
Grand Prix Belgii dostarczyło kibicom Formuły 1 widowiska najwyższej klasy, pełnego dramaturgii, bezpośrednich pojedynków i strategicznych zwrotów akcji. Po wyścigu, w którym kluczowe okazały się wyjazdy wirtualnego samochodu bezpieczeństwa, po swoje szóste zwycięstwo w sezonie sięgnął Andrea Kimi Antonelli. Kierowca Mercedes-AMG wyprzedził na mecie Charlesa Leclerca z Ferrari o niespełna dwie sekundy, umacniając się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej.
Błyskawiczny start i zderzenie partnerów z zespołu
Choć ruszał z pole position, Antonelli tuż po starcie stracił prowadzenie na rzecz świetnie ruszającego Maxa Verstappen. Porywczy Holender zdołał minąć Włocha przed słynnym łukiem Eau Rouge, jednak zawodnik Srebrnych Strzał błyskawicznie skontrował na prostej Kemmel, odzyskując pozycję lidera.
Niedługo potem doszło do kluczowego incydentu, który wstrząsnął układem sił w czołówce. Drugi z kierowców Mercedesa, George Russell, spadł za dwa bolidy Ferrari i zderzył się na szóstym zakręcie z Lewisem Hamiltonem. W efekcie samochód Russella wylądował w żwirowej pułapce, co oznaczało dla niego koniec wyścigu oraz potężny cios w walce o tytuł. Brytyjczyk z Ferrari otrzymał za wywołanie kolizji 5-sekundową karę, a na tor musiał wyjechać samochód bezpieczeństwa.
Wojna strategiczna w cieniu neutralizacji
Po wznowieniu rywalizacji Verstappen na krótko zdołał przedrzeć się na drugie miejsce przed Leclerca, jednak prawdziwe przetasowania przyniosły zjazdy do alei serwisowej. Strategiczna decyzja Ferrari, aby wykorzystać krótkie okienko wirtualnego samochodu bezpieczeństwa (VSC), opłaciła się Charlesowi Leclercowi – Monakijczyk zdołał wyjechać na tor tuż przed Antonellim i objąć wirtualne prowadzenie w wyścigu.
Pętla pecha nie opuszczała jednak Lewisa Hamiltona, który podczas swojego postoju odbył pięciosekundową karę, a przy wypuszczaniu ze stanowiska potrącił swojego mechanika (na szczęście bez poważniejszych obrażeń), co sprowadziło na niego kolejne dochodzenie sędziowskie.
Pościg po wygraną w Grand Prix Belgii i znakomite powroty z dołu stawki
Gdy sytuacja po zmiennych fazach VSC się ustabilizowała, Antonelli rzucił się w pościg za Leclercem. Na dziesięć okrążeń przed końcem wyścigu, dzięki kapitalnemu manewrowi na prostej Kemmel, 19-letni Włoch minął kierowcę Scuderii i nie oddał już prowadzenia do samej mety, meldując się na finiszu z przewagą 1,9 sekundy.
Podium tegrorocznego Grand Prix Belgii uzupełnił Max Verstappen, broniący barw Red Bulla, dla którego było to trzecie podium w tym sezonie. Czwarty finiszował Hamilton, wyprzedzając w końcówce Oscara Piastriego z McLarena.
Na spore brawa zasłużyli również kierowcy, którzy musieli odrabiać straty z końca stawki z powodu kar za wymianę elementów jednostki napędowej. Isack Hadjar zanotował fantastyczny występ, przebijając się na 6. pozycję, natomiast Lando Norris (McLaren) zdołał awansować z 13. pola startowego na 7. miejsce. Punktowaną dziesiątkę uzupełnili Gabriel Bortoleto (Audi), Arvid Lindblad oraz Franco Colapinto (Alpine).
Dzięki wygranej w Belgii Antonelli przełamał krótką serię słabszych występów i odskoczył rywalom w walce o mistrzostwo świata, z kolei dla Mercedesa był to słodko-gorzki weekend – obok wielkiego sukcesu młodego Włocha musieli przełknąć gorycz wycofania z wyścigu Russella. Stawka Formuły 1 nie ma jednak czasu na odpoczynek – już za tydzień rywalizacja przenosi się na tor Hungaroring pod Budapesztem.
Škoda podsumowała pierwsze sześć miesięcy 2026 roku z wyjątkowo dynamicznymi wynikami. Czeski producent nie tylko utrzymał mocne drugie miejsce na polskim rynku, ale również awansował w zestawieniu całej Unii Europejskiej. Bestsellerowa Octavia, dominacja we flotach oraz rynkowa premiera najtańszego elektrycznego SUV-a marki – modelu Epiq – to główne motory napędowe sukcesu.
Rekord w pigułce:
- 32 856 dostarczonych aut w Polsce w H1 2026 r. – wzrost o blisko 9% rok do roku.
- Awans na 2. miejsce w Unii Europejskiej – marka zanotowała 11-procentowy wzrost w 27 krajach UE.
- Octavia nie schodzi z fotela lidera – w czerwcu ponownie była najchętniej kupowanym nowym samochodem w Polsce (+15% od początku roku).
- Ofensywa elektromobilności – debiut zamówień na przystępny cenowo model Epiq oraz wysoka pozycja Elroqa w segmencie aut elektrycznych.
Polacy wybierają Škodę: Czerwiec pod znakiem flot i Octavii
Pierwsze półrocze 2026 roku przyniosło marce Škoda wzrost liczby rejestracji w Polsce na poziomie niemal 9% r/r, co idealnie wpisuje się w dynamikę całego rynku i pozwala zmniejszać dystans do lidera. Szczególnie spektakularny okazał się czerwiec – klienci zarejestrowali wówczas 6 354 samochody (skok o 27,4% w porównaniu do maja), co przełożyło się na 10,8% udziału w rynku.
Największym wsparciem dla tego wyniku pozostała sprzedaż flotowa (5 012 aut w samym czerwcu), w której Škoda nie ma sobie równych na rodzimym rynku. Palmę pierwszeństwa wśród modeli nieprzerwanie dzierży Škoda Octavia. W jubileuszowym dla siebie roku 30-lecia współczesnej generacji model ten odnotował od początku roku ponad 15-procentowy wzrost popularności, osiągając w czerwcu wynik 2 106 zarejestrowanych sztuk.
Wyniki w poszczególnych segmentach – od Fabii po Kodiaqa
Zrównoważony wzrost Škody to zasługa udanego odświeżenia całej gamy modelowej oraz wprowadzenia popularnych specyfikacji wyposażenia Drive, łączących bogaty standard z atrakcyjną wyceną.
Jak kształtuje się sprzedaż poszczególnych modeli w H1 2026 roku?
- Škoda Superb: 3 972 egzemplarze – niekwestionowany numer 1 w segmencie D.
- Škoda Kamiq: 4 053 egzemplarze – wzrost o blisko 11%.
- Škoda Kodiaq: 3 861 egzemplarzy – dynamiczny wzrost o niemal 17%.
- Škoda Fabia: 3 193 egzemplarze – drugie miejsce w swojej klasie.
Za nami kolejne pomyślne półrocze. Dziękuję naszym klientom za ich zaufanie i bardzo się cieszę, że doceniają szeroką gamę modeli Škody – komentuje Jaroslav Hercog, dyrektor marki Škoda w Polsce. – Świadczą o tym choćby doskonałe wyniki Octavii w jej jubileuszowym roku oraz wysoka pozycja elektrycznego Elroqa.
Elektryczna rewolucja: Elroq w czołówce, Epiq trafia do salonów
Škoda coraz śmielej rozpycha się na rynku pojazdów bezemisyjnych (BEV). Model Škoda Elroq, zdobywca drugiego miejsca w europejskim plebiscycie Car of the Year 2026, uplasował się w pierwszym półroczu na 5. pozycji wśród najchętniej wybieranych samochodów elektrycznych w Polsce (686 dostarczonych sztuk).
Prawdziwym impulsem dla segmentu EV ma być jednak premiera rynkowa Škody Epiq. Od 1 lipca klienci w Polsce mogą składać zamówienia na tego kompaktowego, budżetowego SUV-a na prąd. Producent liczy na to, że atrakcyjne formy finansowania (m.in. kredyt 0% czy leasing 100%) pozwolą modelowi Epiq powtórzyć sukces tradycyjnych spalinowych bestsellerów marki.
Na polski rynek trafia nowość, która może mocno namieszać w segmencie kompaktowych SUV-ów. GAC Emkoo 2.0 Hybrid odrzuca popularne wśród chińskich marek wysilone silniki 1.5 Turbo na rzecz pancernej, wolnossącej benzyny połączonej z klasyczną hybrydą. Auto kusi nie tylko ponad 1000-kilometrowym zasięgiem i bogatym wyposażeniem, ale również przestronnością i ceną, która rzuca wyzwanie dotychczasowym liderom rynkowym.
Chiński gigant Guangzhou Automobile Group (GAC) zmienia strategię w Polsce. Po wprowadzeniu modeli czysto elektrycznych, producent stawia na rozwiązanie, które Polacy uwielbiają najbardziej – klasyczny, bezobsługowy napęd hybrydowy.
Nowy GAC Emkoo 2.0 Hybrid celuje prosto w segment zdominowany dotąd przez Toyotę RAV4 czy Jaecoo 7. Czym chce przekonać do siebie rodzimych kierowców?
Technologia z japońskim rodowodem – co znajdziemy pod maską?
Największe zaskoczenie kryje się w zespole napędowym. W przeciwieństwie do wielu marek z Chin, które montują do dużych SUV-ów niewielkie jednostki 1.5 Turbo, GAC postawił na sprawdzoną „starą szkołę” inżynierii.
Układ hybrydowy bazuje na 2-litrowym, wolnossącym silniku benzynowym pracującym w cyklu Atkinsona, połączonym z silnikiem elektrycznym i automatyczną przekładnią. Łączna moc systemowa zestawu wynosi 234 KM.
Nie jest tajemnicą, że technologia ta powstała w oparciu o doświadczenia z wieloletniej współpracy GAC z Toyotą (spółka joint-venture w Chinach), a nad projektem czuwali inżynierowie wywodzący się z japońskiego koncernu.
Osiągi i zużycie paliwa prezentują się zresztą następująco:
- Przyspieszenie 0-100 km/h: 8,0 sekundy
- Średnie zużycie paliwa: ok. 4,9 l / 100 km
- Zasięg na jednym zbiorniku: ponad 1040 km
- Napęd: klasyczna hybryda (HEV) ładowana podczas jazdy
Wymiary i wnętrze: Nastawienie na maksymalną wygodę rodziny
GAC Emkoo pod względem gabarytów wpisuje się w czołówkę rodzinnych SUV-ów. Mierzy 4680 mm długości, 1901 mm szerokości oraz 1670 mm wysokości, a rozstaw osi wynoszący 2750 mm przekłada się na potężną ilość miejsca w drugim rzędzie siedzeń. Nawet wysocy pasażerowie nie będą narzekać na brak przestrzeni na nogi czy nad głową.
Prawdziwym atutem dla rodzin okazuje się bagażnik – w standardowej konfiguracji mieści aż 638 litrów, a po złożeniu tylnych foteli rośnie do imponujących 1586 litrów.
Z zewnątrz auto wyróżnia się futurystycznymi liniami, wysuwanymi klamkami oraz 19-calowymi felgami. Wewnątrz postawiono na nowoczesny minimalizm połączony z bogatym wyposażeniem seryjnym. Kierowca ma do dyspozycji takie udogodnienia, jak:
- 10-calowy ekran multimedialny oraz 7-calowy cyfrowy zestaw wskaźników,
- wyświetlacz przezierny HUD na przedniej szybie,
- system kamer 360 stopni,
- kompleksowy pakiet asystentów jazdy (m.in. adaptacyjny tempomat ACC, utrzymanie pasa ruchu, rozpoznawanie znaków),
- panoramiczny dach z elektryczną roletą oraz automatyczną klimatyzację z czujnikiem jakości powietrza.
Ile kosztuje GAC Emkoo 2.0 Hybrid w Polsce? Cennik i gwarancja
Oficjalna cena modelu GAC Emkoo 2.0 Hybrid w Polsce wynosi 144 900 zł.
W ramach oferty premierowej producent przygotował pakiety finansowania (m.in. kredyt 50/50 z RRSO 0%) oraz promocyjne dodatki za symboliczną złotówkę (m.in. komplet opon zimowych, lakier metalizowany czy ubezpieczenie OC/AC). Standardem jest również 5-letnia gwarancja producenta.
Patrząc na gabaryty, moc napędu oraz kompletne wyposażenie, nowa propozycja GAC stanowi mocną alternatywę na rynku i może skłonić wielu polskich kierowców do weryfikacji dotychczasowych wyborów zakupowych.
Chiński gigant Xpeng bez kompleksów zaprezentował swojego nowego SUV-a w samym sercu niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Ma geny Ferrari, sztuczną inteligencję zamiast klasycznego komputera i cenę, która zaskakuje. Czy to wystarczy, by zagrozić lokalnym producentom? Wybrałam się na premierę do Monachium, by się o tym przekonać.
Miejsce światowej premiery L03 zostało wybrane nieprzypadkowo. Od blisko roku działa tu europejski dział badawczo rozwojowy Xpenga – założonego ledwo 11 lat wcześniej w chińskim Kantonie technologicznego start-upa specjalizującego się w autach elektrycznych.
Lokalizacja ta miała też wymiar symboliczny. Prezentacja nowego modelu nieomal pod bramą fabryki BMW to odważna manifestacja siły. Równie odważne są zakrojone z rozmachem plany sprzedażowe: Xpeng wprowadza ten model jednocześnie na 65 rynków globalnych, w tym do Polski.

To póki co najważniejszy produkt w krótkiej historii tej marki. W zeszłym roku tylko w Europie znalazła ona całe 60 tys. nabywców. Teraz wyniki mają zacząć robić się jeszcze poważniejsze za sprawą kompaktowego crossovera o wymiarach i cenach wycelowanych wprost w Teslę Model Y.
Dla nowego modelu oznacza to długość 465 cm, rozstaw osi 285 cm i ceny od mniej niż 160 tys. zł – czyli troszkę mniej auta za ok. 15 proc. mniej pieniędzy od już i tak konkurencyjnej oferty na amerykańskiego bestsellera. Będzie to pierwszy w Polsce model z przystępniejszej cenowo linii, która w Chinach nazywana jest Mona. Ale w przypadku Xpenga nie oznacza to zdecydowanie budżetowej marki.
Xpeng L03 ma coś z Tesli i coś z… Ferrari
Tych analogii do Tesli, do której zresztą często przyrównywany jest cały Xpeng, jest w L03 więcej. W kontraście do buńczucznych zapowiedzi podbijania rynku, z wyglądu jest raczej powściągliwy.
Podobnie za to jak w przypadku nowości już co najmniej kilku chińskich marek, za design L03 odpowiadają Europejczycy. A dokładnie – JuanMa López, który w CV ma projekty najdroższych modeli Ferrari ostatnich lat: LaFerrari i SF90 Stradale.
W porównaniu do P7 czy G9, L03 ma w sobie trochę więcej południowej ekspresyjności. Drzwi bez ramek, przykuwające uwagę lusterka czy linia dachu w stylu „czterodrzwiowych coupe” pokazują, że Xpeng się rozwija i poszukuje swojego charakteru.
To DNA aut sportowych ma przełożenie na realne efekty: współczynnik oporu powietrza Cx wynosi tu 0,228. Dodając do tego wcale jeszcze nie tak przerażającą jak na elektryka masę 1855 kg składa się to na obiecującą ekonomikę – no bo akurat w przypadku tej marki o napęd możemy być spokojni.

Napędy L03: jest hybryda szeregowa, ale to nadal elektryk ma więcej sensu
Wzorem Tesli, również Xpeng bardziej niż na designie skupia się na nowoczesnych technologiach zawartych pod spodem. Ale nad amerykańskim pierwowzorem Chińczycy mają jednak jedną istotną przewagę: L03 będzie oferowany bowiem zarówno jako czysty elektryk (BEV), jak i bardzo lansowana przez wiele marek z tego kraju hybryda szeregowa (REEV).
Pierwszy z typów napędu będzie występował w kilku wariantach.
- Xpeng L03 Standard Range: jeden silnik elektryczny o mocy 245 KM, momencie obrotowym 264 Nm, napęd na koła tylne, przyspieszenie do 100 km/h w 7,5 s, akumulator 58,3 kWh, prognozowana cena poniżej 160 tys. zł
- Xpeng L03 Long Range: ten sam napęd, akumulator 71,2 kWh, zasięg sięgający 520 km w cyklu WLTP, prognozowana cena około 175 tys. zł
- Xpeng L03 AWD Performance: dwa silniki elektryczne o systemowej mocy 387 KM, momencie obrotowym 431 Nm, przyspieszenie do 100 km/h w 4,5 s, prognozowana cena do 190 tys. zł

Mało? Zapraszamy do odmiany L03 Power X, która co prawda jest wyposażona w silnik spalinowy, ale rola półtoralitrowego motoru o mocy 95 KM zredukowana jest do generatora prądu na potrzeby akumulatora o pojemności 37,25 kWh. W takiej układance zasięg na samym prądzie wynosi 250 km, natomiast łączny zasięg uzyskany z dwóch źródeł energii przekracza 1000 km i sięga dokładnie 1017 km. Czyli taki elektryk, którym w wakacje przejedziesz na raz do Chorwacji. Jego cena w Polsce wedle kuluarowych rozmów z Monachium ma wynieść mniej niż 180 tys. zł – dalej bardzo konkurencyjnie.
Ale nie skreślajcie wersji elektrycznej już teraz. W tym pułapie cenowym oferuje ona rewelacyjny wykres krzywej ładowania, która w pikach sięga 236 kW, a przez dużą część od 10 do 80 proc. utrzymuje się w zakresie 193 kW – dzięki czemu uzupełnienie energii w tym zakresie zajmuje tylko 20 minut na stacji DC.
Do tego elastyczny napęd elektryczny daje temu nadal średniej wielkości autu rodzinnemu ciągnąć przyczepy o masie 1500 kg. Jako auto tej wielkości bazowy Xpeng zapowiada się naprawdę wszechstronnie – więcej o praktycznych aspektach opowiemy po testach na polskich drogach
Witaj w smartfonie na kołach: moc obliczeniowa statku kosmicznego i Mapy Google bez klonowania ekranu smartfona
Ale technologia w autach Xpenga robi wrażenie nie tylko na ekranie ładowarki. L03 to kolejny jej wytwór, który sprawisz, że w swoim obecnym samochodzie poczujecie się jak w zabytku.
Wchodzicie do środka i w oczy rzuca się od razu centralny ekran dotykowy o przekątnej 15,6 cala, jeszcze tylko potęgowany przez minimalizm reszty kabiny. O ile dziś wielu polskich kierowców cieszy się na powrót fizycznych przycisków w nowych odsłonach europejskich aut, Chińczycy konsekwentnie uznają je za relikt przeszłości. Bardziej jest to więc chyba kwestia gustu.
W Xpengu zaakceptowanie tej drogi przychodzi mi o tyle łatwiej, że cały cyfrowy ekosystem jest w autach tej marki bardzo ważny i działa naprawdę dobrze. W L03 działa w oparciu o autorskich system operacyjny XOS 6. Za możliwości obliczeniowe odpowiadają trzy własne procesory Xpenga: Turing AI. Oferują łączną moc obliczeniową na poziomie 2250 TOPS.
Taki potencjał pozwoliłby na obsługę skomplikowanych operacji kosmicznych, a tutaj służy płynnemu przełączaniu piosenek oraz asystentowi jazdy NGP VLA 2.0. System ma uczyć się zachowań kierowcy i stopniowo wchodzić na europejskie drogi od 2027 r. Sami jesteśmy ciekawi, co będzie w stanie z nich wycisnąć.
Polscy kierowcy póki co bardziej docenią jednak bardziej przyziemny fakt. L03 jest pierwszym modelem Xpenga (i w ogóle jednym z pierwszych na świecie, po Rivianie), który natywnie wykorzystuje Mapy Google jako domyślną nawigację auta. W ten sposób będzie można tutaj korzystać z rozwiązania, które i tak wybiera tak wielu kierowców, bez użerania się z podłączaniem swojego telefonu. Co więcej Xpeng będzie mógł wzbogacać produkt Google’a o własne funkcje. Brzmi jak progres, na który czekamy.
Choć to może wydawać się zaskakujące patrząc na Chińczyków, L03 zna też życie poza ekranami. Przedstawiciele Xpenga podczas premiery w Monachium dumnie wyliczali, że wnętrze ich nowego modelu skrywa aż 37 niezależnych schowków.
Początkowo brałam to za kolejne reklamowe hasełko, ale jak tak rozejrzałam się po kabinie, to odkryłam trochę dobrych patentów. Spodobała mi się zwłaszcza szuflada o pojemności 10 litrów pod siedziskiem tylnej kanapy. W elektryku ma ona o tyle sensu, że można w niej schować kable do ładowania, zwykle zajmujące cenne miejsce w bagażniku. Rzecz dyskretna i praktyczna.
Takie praktyczne detale mają też taki efekt, że trochę ocieplają tę chłodną, cyfrową przestrzeń. Bazując na tym, co zobaczyłam w Monachium, oraz na naszych redakcyjnych doświadczeniach z jazdy Xpengami, oceniam, że komfort jazdy L03 będzie dobry.
Wyposażenie zapowiada się bogato, zobaczcie sami: przednie fotele mają podgrzewanie, wentylację oraz 14-punktowy system masażu pneumatycznego, który ratuje kręgosłup w miejskich korkach. Nad głowami rozpościera się gigantyczne okno dachowe o powierzchni 1,31 m². Efektownie rozświetla wnętrze (choć w upalne dni brak fizycznej rolety może zmienić kabinę w szklarnię – klimatyzacja będzie miała co robić, a praca klimatyzacji w elektryku oznacza zużycie energii…).
Całość uzupełnia ambientowe oświetlenie oraz inteligentny system dbający o czystość powietrza. Miejsca na nogi w drugim rzędzie jest więcej niż klasowa średnia. Bagażnik ma (wliczając w to dodatkową przestrzeń pod podłogą, którą można wyjąć) 539 litrów, a do tego dochodzi dodatkowe 102 l (zredukowane do 44 l w przypadku wariantu AWD) frunka z przodu. I pod tym względem analogie do Tesli nasuwają się same, ale jeśli już brać sobie kogoś na celownik, to oczywiście, że najlepszych.

Kierowców w Polsce czeka potężny szok cenowy na stacjach paliw. Jak wynika z najnowszych prognoz analityków rynku, od poniedziałku ceny benzyny i oleju napędowego gwałtownie wzrosną. Najgorsze wiadomości dotyczą właścicieli aut z silnikami Diesla, gdzie podwyżki w skali zaledwie kilkunastu dni sięgają już blisko 2 złotych na litrze. Sprawdzamy, ile zapłacimy za paliwo od najbliższego tygodnia oraz co jest główną przyczyną tak drastycznych zmian.
Ile będzie kosztować paliwo od poniedziałku?
Jeśli planujesz tankowanie, lepiej zrób to jeszcze w ten weekend. Najnowszy raport firmy Reflex nie pozostawia złudzeń – ceny paliw w Polsce zaczynają galopować w kierunku niebezpiecznej granicy 8 zł za litr.
Oto jak prezentują się średnie ceny z mijającego tygodnia oraz prognozy stawek na stacjach paliw, które zaczną obowiązywać w kolejnych dniach:
| Rodzaj paliwa | Średnia cena (mijający tydzień) | Prognozowana cena (od poniedziałku) | Zmiana |
| Benzyna Pb95 | 7,09 zł/l | ok. 7,30 zł/l | + 21 gr/l |
| Benzyna Pb98 | 7,92 zł/l | powyżej 8,20 zł/l | + 28 gr/l |
| Olej Napędowy (Diesel) | 7,33 zł/l | ok. 7,90 zł/l | + 57 gr/l |
| Autogaz (LPG) | 3,17 zł/l | Stabilizacja / lekki spadek | Bez większych zmian |
Diesel drożeje najszybciej
Właściciele pojazdów z silnikami wysokoprężnymi odczują zmiany najmocniej. Jeszcze na początku wakacji litr oleju napędowego można było kupić za nieco ponad 6 zł. Od poniedziałku prognozowana średnia cena na poziomie 7,90 zł oznacza, że w wielu miejscach w Polsce – zwłaszcza przy autostradach i drogach ekspresowych – bariera 8 zł za litr diesla zostanie przekroczona.
Dlaczego ceny paliw idą w górę? To już nie kwestia podatków
Podczas gdy początek lipca przyniósł wzrosty cen wywołane m.in. powrotem do standardowej stawki VAT (23 proc.), obecna fala podwyżek ma zupełnie inne, geopolityczne podłoże. Jak wskazują eksperci Biura Maklerskiego Reflex, Urszula Cieślak oraz Rafał Zywert, polski rynek detaliczny reaguje na dramatyczną sytuację na świecie.
Główne przyczyny wzrostu cen paliw to:
- Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie: Napięcia militarne pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem bezpośrednio przekładają się na nastroje inwestorów. Wymiana ciosów i ataki na infrastrukturę wojskową destabilizują cały region.
- Blokada Cieśniny Ormuz i zagrożenie w Cieśninie Bab al-Mandab: Iran wywiera naciski na jemeńskich bojowników Huti, aby rozszerzyli działania na kluczowe szlaki oceaniczne. Blokada tych strategicznych tras oznacza realne ryzyko odcięcia dostaw ropy do Europy.
- Skokowe wzrosty cen ropy Brent: W ciągu zaledwie jednego tygodnia cena baryłki ropy Brent wzrosła na światowych giełdach o około 8 dolarów, osiągając poziom blisko 86 dolarów. Jeszcze gwałtowniej podrożały gotowe paliwa na europejskim rynku ARA (Antwerpi-Rotterdam-Amsterdam).
Kiedy ceny paliw spadną?
Kluczowym czynnikiem decydującym o tym, czy ceny na stacjach benzynowych ustabilizują się w sierpniu, będzie rozwój sytuacji militarnej i dyplomatycznej na Bliskim Wschodzie. Jeśli ograniczenia w żegludze tankowców przez Cieśninę Ormuz się utrzymają, presja na dalsze podwyżki w Polsce nie ustąpi.
Kierowcom pozostaje uważne śledzenie lokalnych rynków oraz optymalizacja tras, gdyż rozbieżności cenowe pomiędzy poszczególnymi stacjami i sieciami mogą w najbliższych dniach wynosić nawet kilkadziesiąt groszy na litrze. Jedyną „bezpieczną przystanią” dla portfeli pozostaje obecnie LPG, które jako jedyne opiera się globalnemu trendowi wzrostowemu.
















































